Sprawa skończona. Wiemy już, dlaczego spadł samolot. Raport Komisji J. Millera jest profesjonalny, wyważony i maksymalnie łagodny dla załogi TU-154 z 10 kwietnia 2010 roku (np. nie eksponuje braku współpracy z jej strony z wieżą, choćby poprzez brak kwitowania wysokości).
Jeszcze nie wiemy, kto jest winny – czekamy na efekty śledztw prokuratur. Mam nadzieję, że będą równie rzeczowe i odważne.
Oczywiście wczorajsza publikacja raportu nie zamknie dyskusji. Jednak będą one tylko – niezależnie od tego, czy prowadzone przy stole w czasie rodzinnych obiadów, czy w gronie parlamentarnego zespołu A. Macierewicza, czy też na łamach mediów – tylko rozmowami i dywagacjami, nie do porównania z czternastomiesięczną wytężoną pracą ekspertów na podstawie dowodów i dokumentów.
Jestem rozczarowany zaleceniami Komisji. Mają one poprawić system decyzji, przygotowań i organizacji lotów najwyższych przedstawicieli państwa, których to państwo powinno chronić. Tymczasem raport obnażył bylejakość państwa w tej dziedzinie. Trzeba było zdobyć się na bardziej radykalne wnioski – na zmianę, nie kosmetykę, tego systemu.
I – przyznam – jestem zaskoczony dymisją B. Klicha. Sądziłem, że Platforma będzie go bronić do końca. Nie z powodu jego dokonań (bałagan w resorcie, pokazany przez komisję Millera, jest nie do podważenia), ani nie przez poczucie solidarności wewnątrz PO (D. Tusk niejednokrotnie pokazał, że co najwyżej jest ona zarezerwowana tylko dla najbliższych przyjaciół) – ale ze względu na interes wyborczy. PO oddaje walkowerem jedno miejsce w Senacie.